Jak pozbyć się niechcianych nawyków przy (prawie) zerowym wysiłku? Czyli trochę o teorii pola

Nie znam osoby, która nie posiadałaby jakiegoś wkurzającego nawyku. Może to być wszystko: podjadanie między posiłkami, wydawanie pieniędzy na głupoty, zbyt długie siedzenie na Facebooku, itp., itd. Wszyscy to znamy i jeżeli trafi się tu ktoś, kto nie ma żadnego głupiego przyzwyczajenia, niech pierwszy rzuci kamień (chociaż może źle, że to napisałam, bo jesteśmy w internecie i zapewne trafi się tu jakiś nieskazitelny geniusz). W dzisiejszym odcinku powiem Wam, jak pozbyć się niekorzystnych nawyków przy minimalnej ilości własnego wysiłku. Ten sposób naprawdę działa. W internecie pewno napisaliby: „Odkryła jeden prosty sposób na wszystko. Dietetycy i inne motywacyjne świrusy jej nienawidzą!” Prawda jest jednak taka, że ten sposób odkrył Kurt Lewin blisko sto lat temu, więc żadna w tym moja zasługa.

Dlaczego siła woli nie działa

Jak wiecie lub nie, z wykształcenia jestem psychologiem i mam dosyć sporą wiedzę na temat działania ludzkiego umysłu. Toteż wszystkie dyrdymały w stylu „uwierz w siebie”, „chciej mocniej” spływają po mnie jak po kaczce. Już tłumaczę, dlaczego.

Otóż, większość popularnonaukowego motywacyjnego bełkotu zakłada, że człowiek może osiągnąć wszystko, opierając się na swojej sile woli. Jeśli coś mu nie wychodzi, oznacza to zazwycza, że jest nic niewartym przegrańcem życiowym i jedyne co mu zostało, to położyć się do grobu. Tymczasem w psychologii mówi się o mięśniu siły woli – okazuje się bowiem, że bliżej jej właśnie do mięśnia niż do jakiejś stałej cechy charakteru.

Jak to działa? Wyobraź sobie, że jesteś typowym koksem i chcesz wytrenować swoje bicepsy. Owszem, jeśli będziesz regularnie i mądrze ćwiczył, staną się one potężniejsze, a ty będziesz mógł podnosić cięższe hantle (co prawda nigdy nie byłam na siłowni, ale tak to sobie wyobrażam). Spójrzmy jednak prawdzie w oczy: choćbyś miał moc i posturę samego Arniego Schwarzeneggera, nie będziesz w stanie podnieść stutonowego statku kosmicznego. Ba, nie będziesz nawet w stanie podnosić bardzo ciężkich hantli przez godzinę.

Normalka, prawda? Cóż, dokładnie tak samo działa nasza siła woli. Weźmy na warsztat tak popularne odchudzanie. Załóżmy, że masz 5 kilogramów nadwagi i chcesz je zrzucić. Chodzisz chwilę po internecie i już masz plan: 45 minut ćwiczeń z Chodakowską, pięć mikro posiłków dziennie, odmierzony każdy gram i policzona każda kaloria. Zaprzęgasz w to całą siłę woli. Na początku jakoś nawet idzie, zrzucasz pierwsze dwa kilogramy, ale po miesiącu łapiesz się na tym, że chce Ci się płakać na widok batonika Mars. W końcu rzucasz to wszystko w cholerę, zjadasz dwa kebaby, dziesięć Snickersów, a na koniec palisz w piecu płytami Chodakowskiej (chuda zdzira). Nim się obejrzysz, jesteś dwa kilogramy grubszy niż przed rozpoczęciem diety, w dodatku zaczynasz odczuwać głęboką pogardę dla siebie.

Nic dziwnego, twoja siła woli po prostu się wyczerpała. Psycholog społeczny Jonathan Heidt porównał ją kiedyś do jeźdźca kierującego słoniem. Facet ma lejce i nawet jakieś prowizoryczne siedzisko. Dopóki słoń jest spokojny, da się go jakoś tam prowadzić. Jeśli jednak zwierzę wpadnie w szał lub naprawdę czegoś chce, jeźdźcowi pozostaje mocno się trzymać.

Teoria pola, czyli co zamiast siły woli

Wybaczcie, że wcisnę tutaj trochę polityki. Nasza siła woli to typowy liberał. Chce wziąć życie w swoje ręce i za pomocą ciężkiej pracy dojść do sukcesu. To piękne założenie, jednak sprawdza się w takich przypadkach, jak nauka do egzaminu, pisanie pracy magisterskiej czy próba nie zaśnięcia za kierownicą. Kiedy już osiągniesz cel, możesz otworzyć zimne piwko i włączyć ulubiony serial – tym samym regenerując mięsień siły woli.

Jednak, jak już pisałam, nie ma cienia szansy, żeby zadziałało to w przypadku nawyków. Tutaj potrzebny jest nasz umysłowy leniwy socjalista. „Niech rząd się tym zajmie!” – krzyczą co jakiś czas przedstawiciele tego nurtu. Jak jednak zlecić pozbycie się złych nawyków naszemu umysłowemu rządowi?

Z pomocą przychodzi teoria pola Kurta Lewina. Twórca ten wywodzi się z psychologii Gestalt – konceptu tak zakręconego i źle opisanego, że wcale mnie nie dziwi, iż jego potencjał do dziś jest tylko częściowo wykorzystany. Mówiąc bardzo skrótowo: Lewin jako jeden z pierwszych zaczął zauważać, że nasze zachowanie jest wypadkową naszej osobowości i środowiska, a nie jakichś wydumanych, stałych cech charakteru.

Do brzegu. Teoria pola psychologicznego tłumaczy, jak można zlecić umysłowemu rządowi, czy też podświadomości, zadanie redukcji niechcianego nawyku. Robi się to bardzo prosto, poprzez zwykłą obserwację.

Załóżmy, że po ostatniej diecie masz już 7 kg nadwagi i chcesz podjąć kolejną próbę odchudzania. Jednak traf chciał, że gdzieś usłyszałeś o teorii pola i tym razem chcesz zabrać się do tego inaczej. Będzie tym łatwiej, że nie musisz stosować żadnej diety, a twoim jedynym zadaniem będzie – uwaga – zapisywanie na kartce wszystkiego, co jesz.

Tak jest, tylko tyle! Ale bez oszukiwania, musisz zapisać dokładnie wszystko. Zapisać, a nie zapamiętać! Przy czym jeśli któregoś dnia pofolgujesz sobie, nic nie szkodzi – zero wyrzutów sumienia, po prostu żyjesz dalej.

Pierwszego dnia jesz jak co dzień: porządny obiad, kebab wieczorem, potem jakieś piwko. Drugiego zauważasz, że jest lepiej, zamawiasz już tylko małego kebaba i rezygnujesz z piwka. Trzeciego regresja: dwa kebaby i osiem piw, bo kumpel ma urodziny.

Dni mijają, a Ty ze zdziwieniem zauważasz, że schudłeś już trzy kilo. Rezygnujesz z kebaba, sam nie wiesz kiedy zamieniłeś go na zdrową kanapkę z łososiem.

Po dwóch miesiącach zauważasz, że piwo pijesz już tylko po solidnym treningu na siłowni. Schudłeś 7 kilo bez żadnego wysiłku i czujesz się 10 lat młodziej.

(Swoją drogą, jeśli chcesz wiedzieć, jak bez wysiłku wyglądać 10 lat młodziej, to polub mój fanpage, wkrótce o tym napiszę.)

Tak właśnie działa teoria pola. Niewinnie, gdzieś w tle, pozwala kontrolować nam swoje nawyki poprzez sam tylko wysiłek skupiania się na tym, co robimy. Tak, sprawdziłam to na sobie, a jakże! Wypróbuj sam, a nie pożałujesz. W końcu jedyne, co możesz stracić, to kilka kartek papieru i wkład do długopisu. Nie omieszkaj napisać mi o efektach!

Like Us On Facebook

4 thoughts on “Jak pozbyć się niechcianych nawyków przy (prawie) zerowym wysiłku? Czyli trochę o teorii pola

  1. Uwielbiam to porównanie jeźdźca i słonia Jonathana Heidt’a 🙂 Jest bardzo obrazowe i świetnie tłumaczy jak nasz mózg działa – bez dobrego jeźdźca, który dokładnie wie, gdzie chce dotrzeć słoń nawet nie ruszy 🙂

  2. Ach jak dobrze to znam. Działa owszem, wypisywanie na kartce uświadamia nam to co się naprawdę dzieje, wyliczanie nie jest tak efektywne dopóki nie zobaczymy tej listy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *