O tym, jak my sami kierujemy naszym losem

Poprzednia część tutaj(klik).

Audycja radiowa była zupełnie zwyczajna. Ot, ktoś reklamował kursy programowania. Ponoć na rynku są takie braki, że biorą niemal każdego, który coś tam umie. Wystarczy ukończyć kilkutygodniowy, intensywny kurs i ma się po nim gwarantowany staż. Żyć nie umierać!

Mój mąż od lat pracuje w branży IT, więc wiem, z czym to się je. Dobre pieniądze, godne warunki pracy. Podczas gdy moim problemem było to, czy lub kiedy mnie wywalą, a o podwyżce w ogóle nie było mowy, on narzekał na stary stół do ping ponga w social roomie. Co prawda chyba oczywistym jest, że po takim kursie warunki będą nieco gorsze, no ale i tak lepsze to niż głupia praca w redakcji. A ja w poprzednim życiu, gdzieś w podstawówce, bardzo lubiłam programować.

No tak, tylko że przecież nie pójdę na żaden kurs w 7 miesiącu ciąży! Szybkie googlowanie i okazało się, że materiałów do samodzielnej nauki programowania jest mnóstwo. Aż nie wiadomo, co wybrać. Komentarze w internecie zachęcające.

Podjęłam więc decyzję – zabieram się za to samodzielnie. Przecież jestem bardzo mądra, ogarnę to! W razie czego mam męża do pomocy, choć od początku zakładałam, że nie będę go „nadużywać”. A znając swoje zamiłowanie do teoretyzowania, stwierdziłam, że będę co najmniej 1,5 godziny dziennie poświęcać na samą praktykę. Z zegarkiem w ręku.

Tak, z zegarkiem, a raczej czasomierzem w ręku.

I tak przez cały rok. Ach, gdybym wtedy wiedziała, jaką długą drogę będę musiała przejść, nie wiem, czy bym się zdecydowała!

CDN

1 thought on “O tym, jak my sami kierujemy naszym losem

  1. I’m moгe tһan happy to uncover this website.

    I need to to thank you for your tіme for this fantastic read!!
    І definitely liked every little bit of it and I have yօu book-marked to check out new stuff on your
    blog.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *